Po długiej przerwie postanowiłam powrócić i wskrzesić tego bloga z postem przestrzegającym Was przed lakierami hybrydowymi.
Manicure hybrydowy po raz pierwszy pojawił się na moich paznokciach ok. 2 lata temu. Dokładnie w styczniu bieżącego roku dostałam w prezencie urodzinowym cały zestaw produktów do samodzielnego stosowania w domowych pieleszach. Od tego momentu regularnie robiłam manicure. Dokładnie w te wakacje w sierpniu, przed wycieczką do Warszawy postanowiłam strzelić sobie piękny manicure żeby wyglądać i czuć się dobrze. Tak też uczyniłam wieczorem po czym poszłam spać.
W nocy obudziło mnie okrpne swędzenie paluchów, myśląc że to komary pocięły mi dłonie. Przez myśl mi nie przeszło, że to wina nałożonego wcześniej lakieru. Jakże wielkie było moje przerażenie kiedy rano moim oczom ukazały się nie palce, ale zaognione, pulsujące, z wybroczynami "parówki". Swędzenie było tak wielkie, że marzyłam tylko o tym by wziąć papier ścierny i trzeć bez opamiętania. Trzeba było się ratować wapnem, lekami na alergie oraz maściami. Nic tak na prawdę nie pomagało. Trzeba było to przetrzymać. I tak po pewnym czasie pojawiły się bolesne pęknięcia pomiędzy paznokciami a palcami oraz strupy. Dwa miesiące po tym wydarzeniu postanowiłam spróbować jeszcze raz mając nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy. Niestety 3 godziny po nałożeniu lakieru sytuacja jednak się powtórzyła. Wybudzona ze snu swędzeniem i pulsowaniem szybko dokonałam ściągnięcia lakieru. Palce wyglądały jak poprzednio. Nastąpiła powtórka z zaistniałej 2 miesiące wcześniej sytuacji, choć dzięki szybkiej interwencji ze ściągnięciem lakieru w mniejszym stopniu. Szczerze mówiąc palce wyglądały na poparzone. Po moich doświadczeniach w sieci znalazłam kilkanaście artykułów z podobnymi doświadczeniami różnych dziewczyn, co daje mi pewność , że jakiś składnik stosowanych przez nas lakierów po pewnym czasie może wywołać reakcje alergiczne. Co ciekawe pod prawie każdym z przeczytanych postów odzywał się specjalista jednej z topowych firm twierdząc, że lakiery przechodzą dokładne testy. To wydaje się logiczne, pytanie jednak brzmi czy oby te testy są rzetelne i wystarczające, skoro tak wiele dziewczyn z dnia na dzień pada ofiarami uczulenia. Może pora się tym zainteresować, bo przecież firmom powinno zależeć na zdrowiu i dobrej opinii swoich konsumentek, a konsumentkom na dobrej i bezpiecznej jakości produkcje za które płacą niemałe pieniądze.
Pragnę podkreślić, iż wyskrobany przeze mnie post nie ma nikogo szkalować czy psuć dobre imię marek (dlatego też nie wymieniam nazwy firmy stosowanych przeze mnie lakierów).
Dajcie znać dziewczyny czy macie podobne doświadczenia (oby NIE!).
Trzymajcie się ciepło i dbajcie o siebie ;)


