niedziela, 30 października 2016

Uwaga na lakiery hybrydowe!


Po długiej przerwie postanowiłam powrócić i wskrzesić tego bloga z postem przestrzegającym Was przed lakierami hybrydowymi. 

Manicure hybrydowy po raz pierwszy pojawił się na moich paznokciach ok. 2 lata temu. Dokładnie w styczniu bieżącego roku dostałam w prezencie urodzinowym cały zestaw produktów do samodzielnego stosowania w domowych pieleszach. Od tego momentu regularnie robiłam manicure. Dokładnie w te wakacje w sierpniu, przed wycieczką do Warszawy postanowiłam strzelić sobie piękny manicure żeby wyglądać i czuć się dobrze. Tak też uczyniłam wieczorem po czym poszłam spać. 
W nocy obudziło mnie okrpne swędzenie paluchów,  myśląc że to komary pocięły mi dłonie. Przez myśl mi nie przeszło, że to wina nałożonego wcześniej lakieru. Jakże wielkie było moje przerażenie kiedy rano moim oczom ukazały się nie palce, ale zaognione,  pulsujące, z wybroczynami  "parówki". Swędzenie było tak wielkie, że marzyłam tylko o tym by wziąć papier ścierny i trzeć bez opamiętania. Trzeba było się ratować wapnem, lekami na alergie oraz maściami. Nic tak na prawdę nie pomagało. Trzeba było to przetrzymać. I tak po pewnym czasie pojawiły się bolesne  pęknięcia pomiędzy paznokciami a palcami oraz strupy.  Dwa miesiące po tym wydarzeniu postanowiłam spróbować jeszcze raz mając nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy. Niestety 3 godziny po nałożeniu lakieru sytuacja jednak się powtórzyła. Wybudzona ze snu swędzeniem i pulsowaniem szybko dokonałam ściągnięcia lakieru. Palce wyglądały jak poprzednio. Nastąpiła powtórka z zaistniałej 2 miesiące wcześniej sytuacji, choć dzięki szybkiej interwencji ze ściągnięciem lakieru w mniejszym stopniu. Szczerze mówiąc palce wyglądały na poparzone. Po moich doświadczeniach w sieci znalazłam kilkanaście artykułów z podobnymi doświadczeniami różnych dziewczyn, co daje mi pewność , że jakiś składnik stosowanych przez nas lakierów po pewnym czasie może wywołać reakcje alergiczne. Co ciekawe pod prawie każdym z przeczytanych postów odzywał się specjalista jednej z topowych firm twierdząc, że lakiery przechodzą dokładne testy. To wydaje się logiczne, pytanie jednak brzmi czy oby te testy są rzetelne i wystarczające, skoro tak wiele dziewczyn z dnia na dzień pada ofiarami uczulenia. Może pora się tym zainteresować, bo przecież firmom powinno zależeć na zdrowiu i dobrej opinii swoich konsumentek, a konsumentkom na dobrej i bezpiecznej jakości produkcje za które płacą niemałe pieniądze. 


Pragnę podkreślić, iż wyskrobany przeze mnie post nie ma nikogo szkalować czy psuć dobre imię marek (dlatego też nie wymieniam nazwy firmy stosowanych przeze mnie lakierów).

Dajcie znać dziewczyny czy macie podobne doświadczenia (oby NIE!). 

                                       

Trzymajcie się ciepło i dbajcie o siebie ;)





poniedziałek, 9 listopada 2015

OOTD #2





Po wielu trudach i oczekiwaniach w końcu się udało! 
Wyszło słońce, czas i humory dopisały, więc wyruszyłam z moją kochaną ekipą w plener na sesję ;)
Głównym elementem tej stylizacji jest płaszczyk firmy F&F wyhaczony za bagatela  5 zł w lumpexie SzafaSecondHand :)
 Zrobiłam deal życia haha.
 Uwielbiam go! 
Płaszczyk ma prosty, nietaliowany krój i wyszywany jest srebrną nitką. 
Stylówka niezbyt wyszukana, ale ja właśnie tak noszę się na co dzień. Troszkę luzu i elegancji. 
Same oceńcie czy było warto wydać tak wielkie pieniądze ;)

































sweterek z perełkami kupiony na allegro,
jeansy i botki: H&M
okulary: Reserved
torebka: Stradivarius
lakier: RIMMEL Salon Pro nr 402






Wielkie podziękowania za udział i pomoc w zdjęciach dla mojej przyjaciółki i autorki zdjęć- Justyś von Gizela oraz jej cudownej 
i pięknej córeczki Julki :* <3 






Dobranoc ;) 

wtorek, 27 października 2015

Facetem być ? ;)





Nie wiem , jak Wy moje kochane kobietki , ale ja w niektórych momentach życia, zdecydowanie wolałabym być facetem. Nie macie wrażenia, że facetom-nie wiedzieć dlaczego -żyje się lepiej i wiedzie w życiu? Po pierwsze zarabiają znacznie lepiej od kobiet, mimo tego, iż w wielu przypadkach mają podobne kwalifikacje, doświadczenie  i umiejętności. 
Ja się pytam z jakiej racji? W czym kobieta jest gorsza od faceta? Czyżby facet dostawał dodatkowe punkty za przyrodzenie? Nie wydaje mi się by to był powód do zbierania laurów.
Po drugie podejście mężczyzn do kobiet i miłości . Z moich obserwacji oraz badań organoleptycznych ;)  wynika, iż bycie facetem w tej sferze jest najlepsze. Faceci mają wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu. Są zamknięci jeśli chodzi o wyrażanie emocji. Nie mówią o tym co czują, nie mówią o tym co myślą. Za to starają się za wszelką cenę wyciągnąć od nas- kobiet nasze myśli i uczucia, by później móc w łatwy i szybki sposób nami manipulować. Żałosne? Każdy facet potrafi zauroczyć sobą kobietę, omotać ją, by w kolejnym etapie ta straciła dla niego głowę, baaa na rzęsach. On podstępnie oplątuje taką 
wokół swoich lepkich paluchów, mami czułymi słówkami, gestami , by w następnym etapie wyssać z niej to co najlepsze, najsoczystsze i to co mu odpowiada, a w następnym etapie najczęściej kończy wszystko , niespodziewanym dla niej kopniakiem w cztery litery. 
Ta rozpacza dniami i nocami, rwie sobie włosy z głowy, gmera w zakątkach swej pamięci, gdzie lub w czym popełniła błąd, nieraz myśląc w jak  szybki i bezbolesny sposób z sobą skończyć, by już nie czuć bólu rozrywanego serca i odrzucenia, podczas gdy facet ma na to wszystko wyrąbane. Baluje z chłopakami, wyrywają co rusz inną laskę lub oddaje się innym przyjemnością świata doczesnego. 
Nie tak dawno temu usłyszałam od kumpli, że wcale nie jest tak , jak nam kobietom się wydaje. Że faceci też cierpią po rozstaniach, ale że przeżywają to na swój sposób. 
W porządku! Ale, w całym swoim życiu może widziałam tylko jednego faceta, który by cierpiał. Po reszcie, jak na moje skromne- sokole oko, wszystko spływało , jak po kaczce.
Mam wrażenie, że faceci karmą nas tymi frazesami, że też cierpią, licząc na to, że my kobiety łykniemy wszystko , jak młode pelikany! Tak na prawdę są tchórzami!
Przykład z życia wzięty. Facet w związku z ponad 20-letnim stażem. Dwójka dzieciaków. Żona po diagnozie drugiego guza mózgu, po ciężkiej depresji. Miłość wyznawana co chwilę. 
I co? Przez portal społecznościowy koleś znajduje sobie kochankę. Żonie wmawia, że to tylko przyjaciółka. Po pewnym czasie kopie w dupsko żonę, pociąga za sobą "młode", wmawiając im , że matka jest chora psychicznie. Kobieta przeżywa kolejne załamanie nerwowe, trudno się dziwić, kiedy nagle, całe Twoje idealne , życie rodzinne rozpada się w ciągu sekundy. Kochający- wydawałoby się- mąż odchodzi, zabierając dzieciaki. Zmęczona chorobą, walką 
o życie kobieta zostaje sama. W domu, który do tej pory tętnił życiem! Śmiechem! Pachniał miłością! 
Jak nazwać kolesia, który łże w gołe oczy, wciskając kobiecie kity, że nic go nie łączy
 z kobietą, z którą właśnie ma romans? TCHÓRZ!!!! Choć moim skromnym zdaniem
 to słowo jest dla takiego osobnika zbyt delikatne. 
Myślę, że takie sytuacje mają miejsce w momencie, kiedy facet ma przed oczyma tylko 
i wyłącznie swoje dobro. Co go obchodzi kobieta, która poświęciła dla niego całe życie. Podporządkowała mu swoje życie? Swoją drogą głupia kobieta, można by rzec. Lecz ta głupota bierze się z naiwności, z marzenia o namiętnej i jedynej miłości, którą nas kobiety, jako małe dziewczynki, karmią bajkami o księciu z bajki. Umówmy się jednak, że w dzisiejszych czasach na palcach jednej dłoni można, takich zliczyć. Wszyscy oni wyginęli,
 jak dinozaury!

Szczerze mówiąc lata obserwacji męskich zachować skłaniają mnie do nauki dystansu. Masz dystans jesteś w strefie "komfortu". Nie pokazuj uczuć, nie pytaj i olewaj temat, 
a będzie Ci dobrze! Przykre, ale prawdziwe!

Dlatego jako kobieta, która kochała i która została niejednokrotnie zraniona apeluję z tego miejsca do mężczyzn, a raczej do waszych sumień lub serc jeśli takie posiadacie. Szanujcie, pielęgnujcie, nie odrzucajcie bezlitośnie tego co macie lub mieć możecie. Pamiętajcie, 
że każde serce jest oddane od serca dla serca. 
Każde jedno serce bije dla drugiego, bez którego ciężko żyć. Szanujmy zatem siebie 
i bliskich. 

niedziela, 25 października 2015

OOTD #1

Dzień dobry :)






Dziś szybki strój dnia. Sesja zdjęciowa niestety w domowych warunkach, ale aura za oknem nie dopisuje plenerowym sesjom. 
Mam jednak nadzieję, że pogoda się poprawi, a wtedy zaszaleję. Zdjęcia nie są pierwszej jakości, ale cóż. 
Początki zawsze są trudne. Zdjęcia powstały dzięki uprzejmości mojej mamy, która na bakier jest z aparatem. Jednak patrząc obiektywnie należą jej się oklaski :) 
Postarała się dziewczyna a to się liczy-prawda?

Dziś postawiłam na klasykę. Na sobie mam tunikę zakupioną dawno temu w lumpeksie. Uwielbiam ją za klasyczny, prosty krój. Według mnie jest urocza i dziewczęca:) 
Do tego założyłam czarne, kryjące rajstopy GATTA i moje ukochane botki z imitacji zamszu z H&M





Trencz, którym się dziś okryłam zakupiłam kilka lat temu w małym, pobliskim butiku i dopiero w tym roku miał swoją premierę.
 Biorąc pod uwagę, że jest coraz zimniej wydaje mi się, że są to jego ostatnie podrygi w tym sezonie.
 Torebkę już znacie z pierwszego postu, więc na jej temat nie będę się rozwodziła. 








Jeżeli chodzi o dodatki to standardowo postawiłam na to co codziennie towarzyszy mi na dłoniach: pozłacany zegarek z PARFOIS 
oraz czarną bransoletkę z She Bijou .



Dajcie znać, jak podoba wam się całość stylizacji ;)

BUZIAKI :*

piątek, 23 października 2015

EGOIZM




Z przykrością stwierdzam, że bycie zdrowym egoistą w dzisiejszych   czasach
 jest koniecznością!
 Jeśli sama nie zadbasz i nie pomyślisz o sobie, jeśli sama o siebie nie zawalczysz na 99% nikt nie zrobi  tego za Ciebie! Niestety takie są fakty.
Żyjemy w dżungli pełnej pułapek i musimy walczyć o przetrwanie.   Od małego dziecka słyszymy tylko jedno zdanie: „Nie bądź egoistką, bo nie wypada.”.  Dorastamy w takim przekonaniu, baaa każda  nawet najmniejsza myśl by zrobić coś tylko i wyłącznie dla sobie   wywołuje u nas poczucie winy. Nie wiedząc dlaczego wychowywani jesteśmy od małego 
z poczuciem winy. 
Absurdalne?
Ale jakże prawdziwe. Dlaczego nie mamy myśleć o sobie, o swoich potrzebach i o tym co jest lub będzie dla nas najlepsze?
Sami najlepiej wiemy czego chcemy, pragniemy i co będzie lub jest nam potrzebne w życiu  
 i do życia. Wychowywani w poczuciu winy  często boimy się swoich myśli i pragnień,by broń Boże nikogo  nie skrzywdzić, nikomu nie zrobić przykrości. To, że inni ludzie     często i gęsto mają nas i nasze uczucia w głębokim poważaniu ,   nie ma mieć dla nas znaczenia? Mamy zachowywać się tak, by  innym było dobrze i tańczyć tak, jak nam zagrają? Chyba nie bardzo?!
Nie o to w tym wszystkim chodzi. Nasze życie należy do nas i to,  jak je przeżyjemy zależy
 od nas samych. Pamiętajmy, że jesteśmy  istotami myślącymi i potrafimy zadbać o swoje potrzeby.
Nie chodzi mi o to by nie szanować zdania innych ludzi, by iść do zamierzonego celu 
po trupach, podgryzając im gardła jak dzikie  zwierzęta czy też wyśmiewać poglądy innych, 
w momencie kiedy się z nimi nie zgadzamy. Wychodzę z założenie, że trzeba liczyć się ze zdaniem innych, szanować ich poglądy, jakie by nie były oraz szanować każdego człowieka. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie będziemy wszystkich lubili i zgadzali się ze wszystkim co usłyszymy. Ważne jest jednak to by móc się do tego przyznać i powiedzieć o tym głośno 
co nam nie odpowiada! Nie przytakujmy,  nie śmiejmy  się i nie róbmy dobrej miny do złej gry w momencie kiedy się z kimś lub czymś nie zgadzamy, bo nikomu nie wyjdzie to na dobre, a już na pewno nie TOBIE! Miej odwagę powiedzieć to co czujesz, gdy coś Ci nie odpowiada, bez lęku, że kogoś urazisz. Pamiętaj, że osoba wyrażająca swoje poglądy
 nie myśli w ten  sposób o twoich uczuciach. Wyraża siebie i to co jej odpowiada. 
Zdrowy egoizm jest ok! Wyrażaj siebie, patrz na to co jest dla  ciebie w danym momencie najlepsze i nie przejmuj się opiniami  innych, bo oni najczęściej mają to gdzieś ;)



DOBREGO WEEKENDU ;*

środa, 14 października 2015

Popełniłam zakupy!

Ochhhh te torebki ;)))


Przyznaję się bez bicia, że ostatnimi czasy troszkę poszalałam zakupowo.
 Chyba ktoś mnie podstępnie, z tajniaka ugryzł i zaraził zakupoholizmem haha ;) ???
Tak na prawdę nienawidzę robić zakupów!!! Błąkać się bez celu od sklepu do sklepu,
 nie lubię wielkich centrum handlowych i mdłego oświetlenia, ale najbardziej na świecie nienawidzę trupiego światła w przymierzalniach. Mierzysz coś wystrzałowego, 
spoglądasz w lustro i co widzisz?  
No nie wiem co Wy widzicie, ale ja widzę trupią gębę ze wszystkimi niedoskonałościami 
i chcę stamtąd jak najszybciej wiać! I już niczego nie mierzyć! 

Sytuacja zmienia się diametralnie w momencie, kiedy:
  •  wiem czego chcę, bo wcześniej coś sobie upatrzyłam na żywo lub na stronce internetowej, ,
  •  lub, gdy mam ewidentny niedobór czegoś w szafie, a na gwałt tego potrzebuję!

W innych sytuacjach staram się omijać sklepy szerokim łukiem. 
W tym sezonie jednak postanowiłam spiąć pośladki, ogarnąć się i wystartować w to całe zakupowe szaleństwo , w poszukiwaniu dodatków!
I tak powróciło do mnie moje stare zboczenie, jakim są TOREBKI, a raczej kupowanie ich! No nic. Chcesz dobrze wyglądać Dudi (tak sobie powtarzam , mam nadzieję, że to nie objaw obłąkania ;P )? To musisz zainwestować w parę cukiereczków.
 I tak się utwierdziłam w tym przekonaniu, że stałam się dzisiaj posiadaczką trzeciej,              w tym ledwo rozpoczętym sezonie jesienno-zimowym czarnej torebki haha  ;)
 Ja to mam dar przekonywania, co? Sama się siebie boje...
Wychodzę jednak z założenia, że czerń to klasyka, a każda kobieta klasykę w swojej szafie mieć powinna!  Chyba się nie mylę moje drogie Dziewczyny?! 
Przy każdych zakupach warto zachować jednak trzeźwy umysł (moja mała rada: na zakupy udajemy się w stanie trzeźwym :D ) i zdrowy rozsądek, by nie zostawić w sklepie majątku.
Dlatego stawiajmy na tańsze zamienniki, które wcale nie muszą okazać się tandetą. Dzisiejszy mój zakup to torebka ze  Stradivarius(ka). Nie kupiona pochopnie, bo myślałam nad jej zakupem chyba ze dwa tygodnie, ale w końcu jest moja.
 Nieduża, pojemna, sztywna, na pasku i do ręki (hmmm dziwnie to brzmi, ale przemilczę moje skojarzenie;) ). Kształtem przypomina torebkę Michaela Korsa SELME. 
Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to,że nie musiałam wziąć pożyczki z banku by móc sobie na nią pozwolić ;)
Jednym słowem to torebka idealna pod każdym względem.





Pozostałe dwie moje "perełeczki" zostały zakupione w sklepie Deichmann i jestem w nich zakochana od pierwszego wejrzenia ;) Zobaczyłam, dotknęłam i kupiłam. Jedna z nich mieści na prawdę nie wiele.



 Druga jest nieco większa i przypomina , przez dodane złote elementy " chanelkę".






Kończąc tego, jakże fascynującego posta, chciałabym Was zachęcić do interakcji.
 Jeśli macie jakieś pytania lub zastrzeżenia  zachęcam do komentowania.

Bye, bye ;*